piątek, 10 maja 2013

Rozdział 3

No to tak...pffff...no nie wiem co powiedzieć....ten rozdział dłuuugo się pisał, bo po pierwsze byłam chora i jestem w dalszym ciągu... -,- ........Więc przepraszam za oczekiwanie. No i mam nadzieję, że ktoś to w ogóle czyta....I proszę o pomysły na dalszy ciąg w komentarzach ^^.
 ........Tak więc....ZAPRASZAM!!!






~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~







  Robiło się już późno. Zbliżała się dwudziesta, a nocne życie w mieście właśnie się zaczynało.
A trzeba przyznać, że tutaj to wcale nie oznaczało romantycznyh spacerków, ale raczej szaleństwo, morderstwa, dużo, dużo alkoholu i no...sami rozumiecie.
Naruto siedział w domu i oglądał jakiś film na laptopie. Nagle zadzwonił telefon. Chłopak niechętnie ściągnął słuchawki  z uszu i podszedł do szafki nocnej, na której leżało urządzenie.
-Halo?
-Naruto, brachu! -w słuchawce zabrzmiał wesoły głos Kiby.
-Czego?
-O, coś ty taki naburmuszony? Ja tu do ciebie dzwonię, żeby zaprosić cię na imprezę, a ty dla mnie taki niemiły.
-Jaką imprezę? -Naruto zainteresowały słowa kolegi.
-Nie powiem ci! Obraziłem się!
-No weź! Przepraszam za ten ton. Po prostu jestem trochę ...zmęczony? -odpowiedź zabrzmiała bardziej jak pytanie. -No, nie obrażaj się...Ploooosieeee....
-Ehhhh...No dobra. Razem z Nejim i Shikamaru wybieramy się na imprezę do tego nowego klubu "Konoha". Idziesz z nami?
-Jeszcze się pytasz? No jasne! Ale...-głos Naruto posmutniał.
-Ale?
-Muszę się zapytać mamy...I z tym będzie problem...


-Absolutnie nie!
-Ale maaamo....
-Powiedziałam nie! -kobieta nie dawała za wygraną.
-To tylko spotkanie z kolegami. Będzie Kiba, Neji, no i Shikamaru. Obiecuję, że wrócimy przed północą. Proooszę...
-Nie wrócicie, bo nigdzie nie idziesz!
-Tata by mi pozwolił. -Naruto chwycił się ostatniej deski ratunku.
-Naruto Uzumaki!
-No co?! Tata na pewno by mi pozwolił! On, on by mi nawet pozwolił wrócić później!  Gdyby żył...to, to...!
-To?!
-On był lepszy od ciebie! -uuu...cios poniżej pasa...niedobry Naruto.
-Nie mów tak! Jestem twoją matką i po prostu o ciebie dbam i staram się..
-Starasz się?! Na nic mi nie pozwalasz! Nie jestem już dzieckiem! Umiem o siebie zadbać!
-Wiem to, ale...
-Ale co?!
-Daj mi skończyć! Wiem, że nie jesteś już dzieckiem i potrafisz o siebie zadbać, ale do osiemnastego roku życia jesteś pod moją opieką i nie pozwolę ci iść na jakąś imprezę!
-ALE!!!
-Żadnego ale!
-Nienawidzę cię!
Naruto wybiegł z domu cały roztrzęsiony.
"Nie jestem dzieckiem! Dlaczego ona na nic mi nie pozwala?! Ugrrhh!" Naruto ze spuszczoną głową szybko szedł przed siebie, nawet nie patrząc dookoła. Co chwilę wpadał na jakiegoś człowieka, co spowodowało niemiłe uwagi na jego temat.
 
-Kurwa! Uważaj jak leziesz, dzieciaku! - Naruto zderzył się z jakimś mężczyzną, wywracając go.
-To ty uważaj jak leziesz!!! -Naruto nawet nie pomógł mu wstać. Wyciągnał telefon z kieszeni i wybrał numer...
-Kiba!?
-Naruto? Co się stało? -zaniepokoił go rowścieczony głos kolegi.
-Gdzie jest ten klub?! Zaraz będę!


W środku panowała raczej niemiła atmosfera. Czerwone ściany, półmrok i nieco wstawieni klienci. Wszystko to nie wyglądało zachęcająco. Pachniało piwem i papierosami, ale nikomu to nie przeszkadzało.  Większość osób przychodziło tu by po prostu się napić i o czymś zapomnieć.
-Naruto! -zza jego pleców dobiegł znajomy głos.
-Cześć Kiba. -mało entuzjastyczny głos nieco ochłodził chłopaka.
-Coś ty znowu taki  wkurzony?
-Nie twój interes! -Naruto opadł na kanapę obok Nejiego. Gdy ten posłał mu pytające spojrzenie, Naruto od razu spiorunował go wzrokiem jasno dając do zrozumienia, że nie chce o tym rozmawiać.
-No to może ja pójdę po coś na rozluźnienie? Co wy na to? -rzucił Kiba.
Spotkał się z bardzo entuzjastyczną odpowiedzią- zudzonym spojrzeniem Shikamaru, kiwnięciem głową i....Naruto nawet na niego nie spojrzał.
-Spokojnie. Nie wszyscy na raz...
"Też mi coś! Pfff! Przecież nie muszę im stawiać piwa! Mogliby docenić gest!"
Inuzuka podszedł do baru.
-Cztery piwa!- kelner odwrócił się w jego stronę. Kiba wytrzeszczył oczy na jego widok.
-Sasuke?
"A ten co tu robi?" Inuzuka nie ukrywał zdziwienia.
-Już się robi. -zamiast się tłumaczyć, Sasuke napełnił cztery kufle i podał je Kibie. -Miłej zabawy.
Chłopak w dalszym szoku zapłacił i podszedł do ich stolika.

-Co się stało? Wyglądasz,  jakbyś zobaczył ducha. -Neji pierwszy zauważył, że coś się stało.
-S...Sa...Sasuke....
-Co Sasuke? -Naruto nie był w tej chwili zbyt cierpliwy.
-On...on jest tu..... znaczy tam...-Kiba wskazał na bar.
-No i co? -Naruto nie rozumiał o co chodzi.
-Ty chyba nie rozumiesz. - no wow! -Nie pamiętasz co o nim przeczytaliśmy w internecie?
"Sasuke Uchiha -syn znanego przedsiębiorcy, Fugaku Uchiha; brat słynnego pisarza powieści kryminalnych, Itachiego Uchiha; wzorowy uczeń. W wieku siedmiu lat zakwalifikował się do światowego konkursu matematycznego; uzdolniony w wielu dziedzinach..." No i tak dalej.
-Nadal nie bardzo wiem o co ci chodzi.
-No ja to o co?! Co niby ten "wzorowy uczeń" robi w takim miejscu?!
-No nie wiem, a co my tu robimy?!
-W sumie....-przyznał Kiba zrezygnowanym głosem. -Wasze piwa...-postawił na stole cztery kufle.
  Nastała nieprzyjemna cisza, której żaden z nich nie śmiał przerywać.
-To co tam u Was chłopy? Jak wrażenia po pierwszym dniu w szkole? Jakieś laseczki na oku? -zaczął Neji sugestywnie unosząc brew.
 ....
-Z wami się nie da na takie tematy porozmawiać. -skrzyżował ręce na klatce piersiowej i odwrócił głowę  w geście obrazy.
-Dziwne...-Naruto wyrwał ni z tego, ni z owego.
-Co dziwne?
-Hn?
-Powiedziałeś "dziwne..."
-Wcale nie.
-Wcale tak. Wszyscy słyszeliśmy. Więc....nad czym się tak Pan Piękny zastanawia? -Kiba zachylił się nad nim oczekując odpowiedzi.
-Mówił ci ktoś kiedyś, żebyś nie wtykał nosa w cudze sprawy?!
-Uuuu! Nasz Naruś się chyba zabujał. A więc...jak wygląda, jaka jest?? Wysoka? Ma siostrę bliźniaczkę?
"Gdybyście tylko wiedzieli..." Naruto westchnął w myślach.
-Nie ważne...
-Foch! Nasz Naruś nie chce nam powiedzieć. Obraziłem się. -Kiba odwrócił głowę.
-Nie fochaj się, Kiba. Zaraz, zaraz...Naruś?! Mówiłem ci, żebyś tak do mnie nie mówił! Kibuś!
-Cios poniżej pasa...-szepnął Shikamaru do Nejiego.
-Nooo.....Ciekawe kto pierwszy oberwie....-dodał, patrząc na wstającego z kanapy Naruto.
-A w ogóle to czemu on jest dzisiaj taki nerwowy?-chłopcy szeptali dalej.
-Nie mam pojęcia. Zrobił się taki po zobaczeniu Sasuke.
-Sasuke mówisz...Cóż może nasz mały Naruś faktycznie się zabujał.
-W kim? - Neji w dalszym ciągu nie rozumiał.
-No jak to w kim?! W Sasuke! -ostatnie słowo Shikamaru powiedział troszeczkę za głośno. Można powiedzieć, że teraz dosłownie wszyscy zebrani w klubie patrzyli na tych oto wyżej wymienionych... Oczywiście włączając samego Sasuke.
-Ej ty, barman! Trzy piwa! -zawołał jakiś mężczyzna z rogu sali.
-J-już się robi. -nieco zdziwiony całą sytuacją Sasuke zaczął nalewać piwo.
"Czemu o mnie rozmawiają?"
-Nie no...Masz wyczucie, Shikamaru. Muszę to przyznać. -znowu zaczęli szeptać.
-Heheh..Myślisz, że wszyscy słyszęli?
-Sądząc po ich reakcji, skądże. Na pewno odwrócili się w naszą stronę a powodu twoich brązowych oczu! A jak myślisz?! -Neji został odrobinę wyprowadzony z równowagi.
-Heheh...-Shikamaru nerwowo podrapał się po karku.
-Dobra, nieważne...Stało się. Tylko teraz lepiej nie zwracajmy za siebie uwagi.
Neji spojrzał na zgromadzonych w knajpce. Oczy wszystkich zebranych nadal były zwrócone w ich stronę.
-Cz...Czemu oni się tak patrzą? -Neji zaczynał się niepokoić.
-Spokojnie...To nie na nas, tylko na Naruto i Kibę.
-Aha....Zaraz, zaraz! Czemu patrzą się na Naruto i Kibę.
Obaj spojrzeli na tańczących walca na stole chłopaków. Cóż...można powiedzieć, że leciuuutko przesadzili z alkoholem.
-Ej wy, panienki! Złazić ze stołu! -Sasuke zaczynał się denerwować.
-Lalalalalala, taaańczymy walca, haha. -Kiba chyba jednak wypił więcej.
Neji i Shikamaru klepnęli się w czoło, widząc tą scenę.
-To nawet śmieszne...-Shikamaru ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
-T..tsaaa...-Neji podobnie.
Po chwili obaj nie wytrzymali, prawie kładąc się na podłodze.
-Świetnie...Jeszcze oni... -westchnął zrezygnowany Sasuke.  
-No dalej wstawać. Musicie mi pomóc coś z nimi zrobić. Zajmijcie się Kibą, a ja wezmę Naruto.
 
...
 
-Nie! -Kiba miotał się na wszystkie strony. -Nie gwałćcie mnie!
-Jak będzie trzeźwy, to go zabiję. -Neji właśnie próbował oderwać go od  kanapy.
-Pomogę. -Shikamaru też już zaczynała denerwować ta sytuacja.
-Że też zdąrzyli sobie zamówić jeszcze po dwa piwa kiedy rozmawialiśmy.
-Nooo...
-Tak! -wreszcie udało im się oderwować Kibę od kanapy i już mogli spokojnie wyjść z knajpy. Spokojnie? Nie powiedziałabym...Chłopak po drodze chwytał się wszystkiego co mu wpadło pod rękę. Przewrócił jeszcze kilka doniczek, stolik i ...jakiegoś faceta, któremu niezbyt podobało się ciąganie go za spodnie.
 
....

-Naruto! Nie kręć się! -Sasuke wpakowywał go właśnie do swojego samochodu. -Masz szczęście, że dzisiaj kończę wcześniej pracę.
Po kilku, może kilkunastu minutach męczarni...udało się.
-Gdzie mnie zabierasz? -chyba już trochę wytrzeźwiał.
-Do domu? Na przykład? A gdzie mógłbym cię zabrać?
-Do zoo!
-Do zoo? Lubisz zwierzęta?
-Baaardzo!
-Niestety nie jedziemy do zoo.
-Ale Saaasuke! Ja chcę do zoo!
-Przestań się zachowywać jak dziecko!
Naruto nie odpowiedział, spał już smacznie na siedzeniu kierowcy.
"Świetnie! Teraz będę musiał go przenosić!"
 
 Po dłuższej chwili dojechali do domu Naruto. Na szczęście Sasuke udało się wypytać Shikamaru, gdzie chłopak mieszka..w innym wypadku mogłoby być nieciekawie. 
-Obudź się! Naruto! -Sasuke szturchał go w ramię. -Naruto!
Po bezowocnych próbach obudzenia go, postanowił po prostu zanieść Naruto do domu.
Kiedy schylał się żeby chwycić go pod pachą, Naruto przyciągnął go do siebie i....pocałował.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~







Mam nadzieję, że ten rozdzialik się podobał ^^. Czekam na jakieś komentarze. Proszę, proszę i jeszcze raz PROOOOOSZĘ o jakieś komentarze.
Następny rozdział pewnie za tydzień, ale niczego nie obiecuję. I z góry przepraszam za błędy. Opo nie było sprawdzane. Jeśli ktoś coś znajdzie to proszę o info ;)  

No i jak zwykle mały cytacik:
  
 "Człowiek jest z żela­za. Dla­tego nie od­czu­wa cza­sem kaj­dan ja­ko ob­ce­go ciała. "






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz