piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 1

Jak mówiłam, proszę o jak najmniejszą krytykę jeśli komuś się nie spodoba. Nie przedłużając...oto pierwszy rozdział:


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 
 Było ciepłe, sierpniowe popołudnie. Wiatr lekko powiewał, chmury wolno przesuwały się po niebie. Było wręcz idealnie i mogłoby się wydawać, że nic nie zepsuje tego dnia...a jednak. Mogła je zepsuć tylko jedna rzecz-myśl o powrocie do szkoły. Niestety jak na złość złożyło się, że ostatni dzień wakacji wypadał w niedzielę.
 Naruto, bo tak miał na imię chłopak, od którego zaczyna się historia, właśnie kończył przygotowania do jutrzejszego dnia. Po co przygotowywać się do rozpoczęcia roku? Mnie nie pytajcie. Mogę tylko powiedzieć, że dyrekcja szkoły (można jej tylko podziękować) postanowiła podzielić klasy na mniejsze. I tak z trzech 20-osobowych klas miały się zrobić 15-osobowe. No, przynajmniej tak myślał Naruto. Nie wiedział jednak, że grubo się mylił.
 Zadowolony z siebie, spojrzał na łożko, na którym obecnie leżały: idealnie wyprasowana koszula, skarpetki i spodnie (po jaką cholerę prasować skarpetki?! ) Na szafie natomiast wisiała marynarka od szkolnego mundurka. 
" Chyba to już wszystko..." pomyślał. "A może o czymś zapomniałem?" Rozmyślania przerwało mu pukanie do drzwi.
-Proszę.
-Kochanie, jesteś już gotowy? -w drzwiach stanęła kobieta o pięknych czerwonych włosach, które swobodnie opadały jej na plecy. Miała oczy koloru ( a to dziwne Oo...) fioletowego, czerwone, jak płatki róż usta i mały, zgrabny nosek. Jednak jedna rzecz odróżniała ją od innych kobiet o podobnym wyglądzie. Uśmiech po prostu nie schodził z jej twarzy. I jak taka kobieta może nie mieć męża? Przecież ten uśmiech powala na kolana! Otóż kiedyś miała męża. Byli w sobie bardzo zakochani. I oboje darzyli miłością również Naruto. Niestety ich szczęście nie mogło trwać wiecznie.
 Kiedy chłopiec miał 4 lata (gdyby coś, teraz ma 17 i zaczyna drugą klasę liceum) na ich osiedlu doszło do strzelaniny. Niestety na ich nieszczęście, właśnie całą trójką wracali z kina. Kiedy byli już koło bloku, w którym mieszkają jeden z uczestników strzelaniny zauważył ich. Podbiegł do Naruto,
złapał go i zaczął się cofać, krzycząc do drugiego coś w stylu: "Mam zakładnika. Rzuć broń, bo inaczej odstrzelę mu łeb!" 
 Dopiero teraz małżeństwo zobaczyło, że drugim mężczyzną był policjant, który w tej chwili krzyczał coś  w stylu: "Spokojnie! Nie rób głupot! Widzisz! Odkładam broń! A teraz puść chłopca!"
  Kushina była tak przerażona, że nie mogła się ruszyć. Jednak Minato postanowił działać. W jednej chwili podbiegł do policjanta, podniósł z ziemi pistolet i strzelił tak, aby nie trafić w syna. Jednak bandyta nie pozostał mu dłużny. Niemalże w tej samej chwili strzelił, trafiając Minato, który z hukiem runął na ziemię. Reszta potoczyła się szybko. Policjant aresztował bandytę. Po czym zadzwonił po pogotowie. Kushina poprosiła go, żeby zajął się przerażonym Naruto, a sama podeszła do leżącego w kałuży krwi męża.
-Kochanie, proszę nie opuszczaj mnie! Pomoc już jedzie. Wytrzymaj! -krzyczała z łzami w oczach.
-Proszę, opiekuj się naszym synem. Kocham cię i zawsze będę cię kochał. - ostatnie słowa wypowiedział już prawie szeptem. Pocałował rękę żony, po czym zamknął oczy i zasnął. W tej chwili przyjechało pogotowie. Jednak było już za późno. Odszedł. Odszedł na zawsze.
 Kushina nie mogła się z tym pogodzić. Jednak postanowiła być silna, dla  syna. Chciała być dla niego jak najlepszą matką. I tak się stało. Nikt nigdy nie widział kobiety, która tak bardzo kochałaby swojego syna. Zawsze o niego dbała. A on sam wyrósł na wspaniałego człowieka, jakim był jego ojciec.
-Tak, mamo. Ale nie wiem czy o czymś nie zapomniałem. -głos syna wyrwał ją z zamyślenia.
-To świetnie! Idź się przebrać i pokaż mi jak wyglądasz.
-Ale mamo!- jęczał Nruto.
-Żadnego ale! No już! Idź! -powiedziała stanowczym głosem.
 Po chwili narzekania chłopak zgodził się i poszedł się przebrać. Po kilku minutach wrócił już ubrany. 
"Jaki on podobny do ojca" pomyślała.
 To prawda. Naruto był bardzo podobny do ojca. Nie tylko z wyglądu, ale również z charakteru. Obaj byli wybuchowi i mieli temperament. Kushina  była naprawdę dumna, że miała takiego męża, a teraz  ma takiego syna.
-No i jak jest?-spytał Naruto z niepewną miną.
-Kiedy ty się wreszcie nauczysz wiązać krawat?-spytała z kpiną w głosie.
-Coś z nim nie tak?-chłopak obejrzał się lustrze.
-A nie widać?!-kobieta powoli traciła cierpliwość. -Jeteś zupełnie jak twój ojciec.... jak ojciec....-westchnęła. -No chodź tu, pomogę ci.
-Ale po co to dzisiaj przymierzać, skoro rozpoczęcie roku jest jutro?-spytał głosem męczennika.
-Po to! No już, chodź tu!- kobieta już straciła cierpliwość.
-No dobra, już dobra...Idę...
 Po chwili krawat wyglądał już przyzwoicie, a Kushina podziwiała swoje dzieło.
-No! Teraz wyglądasz jak człowiek! Może poderwiesz jakąś dziewczynę...albo chłopaka, hehe.- zaśmiała się. Jeszcze nie wiedziała, że trafiła w dziesiątkę....



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Następny dzień~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


-Naruto! No obudź się do cholery! Naruto!
-Eeee? Jeszcze pięć minut...-odwrócił się tyłem do matki.
-Uzumaki! Spóźnisz się już pierwszego dnia! Wstawaj!- krzyczała rozzłoszczona kobieta.
-No dobra....Już wstaję..Aaaaahhh...-ziewnął, przeciągnął się i powoli wygramolił z łóżka.
No i po co ta cholerna szkoła?! -powiedział tak, aby matka go nie słyszała. Niestety kobieta ma dobry słuch.
-Jak ty się wyrażasz, Uzumaki?!
-Tak jak ty, kiedy mnie budzisz.-powiedział spokojnym głosem, jednak nim kobieta zdąrzyła coś powiedzieć,  wyszedł z pokoju i poszedł w stronę łazienki.
"To będzie dłuuuugi dzień" pomyślał.
 Leniwie wszedł pod prysznic i odkręcił wodę. Rzucił kilka przeklęństw pod nosem, bo z prysznica poleciała wręcz lodowata woda. Naruto niechętnie ubrał się i zszedł do kuchni na śniadanie.
-Wyspałeś się?- Kushina chciała jakoś zacząć rozmowę.
"Oczywiście! Czuję  się po prostu świetnie! Już nie mogę się doczekać pierwszego dnia w szkole!" pomyślał, ale wolał tego nie mówi na głos. Zamiast tego rzucił krótkie: "No...", dokończył śniadanie i poszedł na górę ubrać się w te beznadziejne ubrania.
"No i po co nam te cholerne mundurki?!"
 Po chwili był już ubrany. Jednak nie założył krawatu, co nie uszło uwadze matki.
-A gdzie masz krawat?-spytała, krzyżując ręcę na piersi.
-Eeee....-padła bardzo inteligentna odpowiedź. -Mam w plecaku...Zawiążę go w szkole!- wyprzedził kolejne pytanie matki.
-No dobrze...Dasz sobie radę? -powiedziała z troską w głosie.
-Tak mamo. Jestem już prawie dorosły.
-Prawie to dobre słowo. No, leć już bo się spóźnisz! -powiedziała na pożegnanie po czym pocałowała syna w czoło, zostawiając na nim ślad szminki.
-Pa! -rzucił Naruto, idąc w stronę drzwi.
-Kocham cię, skarbie!
-Ja ciebie też!-zniknął już za drzwiami.
"No wreszcie poza domem!"
 Szedł spokojnie, przez jakieś dziesięć minut,  po czym usłyszał wołanie: "Naruto!"
-Kiba! Neji! Shikamaru! Cześć! -odwrócił się w ich stronę.
-Ho, ho! Widzę, że ktoś tu ma dziewczynę! -krzyknął Kiba wskazując palcem  ślad na policzku Naruto. -No nieźle, stary!
-Co? A to! No, mam dziewczynę. Hehe. -podrapał się nerwowo po karku, po czym próbował zetrzeć szminkę z policzka.
-Brawo, stary! No opowiadaj! Jaka jest? Jak się poznaliście? -wypytywał Neji.
-Yyy...-znowu inteligentna odpowiedź. -No, wiecie....normalna...A co u was?-próbował się jakoś wykręcić Naruto.
-Jak nie chcesz mówić, to nie mów. -powiedział Kiba, odwracając głowę w drugą stronę w geście obrażenia.
-Jakie to kłopotliwe...- Shikamaru musiał wyrazić swoje znudzenie tą sytuacją.
-Wiecie, że możemy nie być razem w klasie?-odezwał się Neji.
-Co?! -odpowiedział mu chórek. -Jakto?!
-No, skoro podzielą klasy to możemy wylądować na przykład w B albo C. Wcale nie musimy być nadal w A. -powiedział spokojnie Neji.
-Jak ty możesz tak spokojnie to mówić?! -wkurzył się Kiba.
-Ależ wy jesteście upierdliwi....- Narę powoli nudziła ta sytuacja.
-A ty się zamknij  Shikamaru! Lepiej nic już nie mów. -powiedział Naruto, którego też już zaczął denerwować Kiba.
 Nim zdąrzyli się zorientować gdzie są, dobiegł do nich głos nauczyciela.
-A wy co tu jeszcze robicie?! Apel już się zaczął! Jazda do szkoły! -wydarł się na nich Kakashi.
 Był to mężczyzna o szarych włosach, bo nie można tu było mówić o siwiźnie, ponieważ miał dopiero jakieś 30 lat, dość nieprzyjemnym wzroku i ostrym charakerze. Najdziwniejsze było to, że zawsze nosił maskę, zasłaniającą jego twarz, aż po nos.
 Chłopcy szybko ruszyli w stronę szkoły, tylko Naruto cały czas stał w miejscu.
-No rusz się! -Neji pociągnął go za rękę i po chwili wszyscy byli już w szkole i biegli w stronę sali gimnastycznej, w której miał  odbywać się apel.
 Po zaledwie dwóch minutach  dopadli drzwi i otworzyli je. Nie można powiedzieć, że spokojnie i cicho weszli do środka, i że nikt ich nie zauważył . Wyglądało to raczej na wielkie wejście smoka.
Dlatego oczy wszystkich zebranych w środku zwróciły się w ich stronę.
-Idioci! Wasz apel odbywa się w auli, na górze! - z osłupienia wyrwał ich głos nauczycielki biologii.-No już! Wynocha stąd!-ponownie się na nich wydarła.
-Spokojnie, pani Tsunade. Już idziemy.-powiedział Neji, po czym ponownie pociągnął Naruto za rękę. Nim ten się  obejrzał, już biegli w stronę auli szkoły....I znowu wielkie wejście smoka....
-Dzień dobry!-krzyknął Neji przy wejściu i wraz z kolegami zajął miejsce obok kolegi z poprzedniej klasy-Gaary.
-Później już nie można było przyjść?- spytał z kpiną w głosie. Zanim którykolwiek z nich zdąrzył odpowiedzieć, usłyszeli głos nauczycielki.
-Skoro nasze królewny raczyły wreszcie przyjść, to możemy zaczynać.
 Apel był... nudny, jak zwykle. Głupi gadanie Shizune o tym, jak to się cieszy, że znowu się spotykamy i że wszystkim udało się zdać. No i ogólnie: Bla, bla, bla...
-Naruto, co cię tak zamuliło?- spytał Kiba. -Naruto!
-Ma pan jakiś problem, panie Inuzuka?!- wszyscy zaczęli się śmiać. Wszyscy oprócz Naruto, który gapił się w przestrzeń przed sobą.
"Kto to był? Nigdy wcześniej  nie widziałem go w szkole. Nowy uczeń?" zadawał pytania, przypominając sobie ten chytry uśmieszek na jego twarzy. Wysoki, przystojny chłopak o czarnych oczach i równie ciemnych włosach. Jasna, delikatna cera...Możnaby rzec: Ideał.
-Naruto!-Inuzuka zaczął potrząsać chłopakiem.
-Hę? -nie no! skończ te inteligente wypowiedzi! -O co chodzi Kiba?- no dziękuję!!!
-Gapisz się na tą ścianę już od  15 minut. O co chodzi?
-O nic. -skłamał. -Po prostu nad czymś myślałem.
-Aha...Spoko.
"Poźniej to z niego wyduszę" pomyślał.
-A teraz udajcie się do tablicy ogłoszeń, żeby sprawdzić w jakiej jesteście klasie. -usłyszeli ostatnie słowa nauczycielki, po czym zaczęli się przepychać do drzwi.
-Tak!!! -Kiba skakał z radości, kiedy okazało się, że wszyscy pozostali w tej samej klasie.
-Mówiłem, że będzie dobrze. -powiedział po chwili Neji.
-Nie mówiłeś! To właśnie ty nas tak nastraszyłeś!!! -wytknął mu Inuzuka.
-No okej, nie mówiłem... ale chciałem.- próbował się bronić. Shikamaru znudzony ich kłótnią rzucił jeszcze, że to kłopotliwe i poszedł. Natomiast Naruto stał jak słup i gapił się na chłopaka opartego o framugę drzwi, który również patrzył w jego stronę.
"To on! To on!" Naruto panikował w duszy. A kiedy chłopak zaczął iść w jego stronę jego myśli po prostu chciały z niego uciec i spróbować nim ruszyć. Chłopak jednak stał nieruchomo i nawet nie zauważył, kiedy nieznajomy się do niego zbliżył i szepnął mu do ucha: "Co się stało, przestraszony kotku?"
" To będzie ciekawy rok" pomyślał, mijając Naruto i zmierzając w  stronę wyjścia ze szkoły.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Mam nadzieję, że na razie się podoba. Proszę o komentarze. :D
Papapapa i cytacik:
"Prze­lud­nienie świata dop­ro­wadziło do te­go, że w jed­nym człowieku żyje wielu ludzi."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz